Pan na zamku

Minęły już czasy panów na rezydencjach, właściciel zamku nie może już żyć jak na samotnej wyspie i na pilota opuszczać mostu zwodzonego. Te czasy już odeszły. Dziś zamki, nawet w rękach prywatnych, musza być dostępne dla szerszej publiczności - mówią współcześni właściciele średniowiecznych zamków.

To był wstrząs. Albo raczej zdumienie. Kogoś, kto odkrywa ślady swoich przodków. W miejscu, w którym sam znalazł się trochę przez przypadek, przy okazji zbaczając z głównej trasy. Tak właśnie było w przypadku Jerzego Donimirskiego. Był 1997 rok, Jerzy zajrzał do Korzkwi pod Krakowem, by obejrzeć mury obróconego w ruinę zamku - warowni z XIV wieku. Wstąpił też do pobliskiego kościoła i to właśnie na jego murach zobaczył epitafium Wodzickich, swoich dalekich przod­ków. Właśnie wtedy, jak sam mówi, przeżył wstrząs. I postanowił podnieść z ruin zamek, który przed wiekami należał do jego rodziny.

- To był pewnego rodzaju powrót rodziny do zamku po 150 latach nieobecności - mówi Donimirski.

Doświadczenie w rewitalizacji zabytków Jerzy już miał. Donimirski, z zawodu architekt, w 1989 roku wrócił ze Stanów Zjednoczonych i za zaoszczędzone na emigracji pieniądze zaczął podnosić z ruin Pałac Pugetów w Krakowie, również należący do jego rodziny.

- Panowało wtedy zupełne bezkrólewie, a sam pałac był w kompletnej ruinie. Przeciekał dach. szyby były powybijane, nie było światła, w ogóle żadna instalacja nie działała Przez pół roku spałem na materacu, wodę nosiłem w wiadrach - opowiada o początkach Jerzy Donimirski.

Najpierw wyremontował parter. Wynajął pałacowe pokoje na kantor, sklep z tkaninami i antykwariat, a za zarobiony czynsz remontował wyższe piętra. Dziś Pałac Pugetów to ekskluzywny hotel w centrum Krakowa.

Z zamkiem w Korzkwi było już inaczej. Przez pierwsze dwa lata Donimirski, a przede wszystkim poproszeni o pomoc eksperci, przygotowywali projekt rekompozycji zamku i zbierali dokumentację, tak, żeby jak najbardziej wiernie odtworzyć formę XIV-wiecznej budowli, bo dokładnych planów brakowało. Trzeba było też odtworzyć pozostałe obwodowe ściany zamku. Gruby na 1,5 metra mur co prawda został, ale był jak ser szwajcarski, bo przez 150 lat deszcz wypłukał z niego zaprawę. Nie było też stropów, a przez trzy kondygnacje widać było niebo.

Żeby dopilnować odbudowy, Donimirski z rodziną zamieszkał na zamku. Dziś mówi, że to była eksperymentalna przygoda. Skończyła się po kilku la­tach, kiedy archeolodzy dokopali się do nowych fundamentów i okazało się, że z kilkuset metrów odnowionego zamku zrobiło się 2,5 tysiąca. Rodzina postanowiła się wyprowadzić, a na zamku otworzyć hotel.

Stare mury, nowa funkcja

Jerzy Donimirski jest jednym z inicjatorów powstania stowarzyszenia właścicieli hoteli historycznych w Polsce (sam Donimirski jest właścicielem sieci hoteli sygnowanych swoim nazwiskiem - przyp. red.), hotele historyczne to właśnie zamki, ale też pałace, dwory, a nawet zrewitaltzowana XIX-wieczna fabryka, które po odnowieniu, a często po podźwignięciu z ruin, stały się hotelami. Dziś w sieci działa 31 hoteli, m.in. zamek w Rynie, Pałac Wojanów, Pałac Mierzęcin oraz Pałac i Folwark Galiny. Wszystkie wpisane do rejestru zabytków.

Donimirski jest również wicepreze­sem stowarzyszenia Domus Polono-rum, skupiającego właścicieli zabytków kultury ziemiańskiej - zamków, pałaców i dworów. Na witrynie stowarzyszenia można poznać historię osób, które całymi latami walczyły o odzyskanie rodzinnych majątków, a potem żmudnie przywracały im dawny blask, jak choćby w przypadku dworu w podkrakowskich Tomaszowicach, w którym - po nacjonalizacji majątku - utworzono tuczarnie świń.

Takich przypadków jest znacznie więcej. Jeśli w dawnych dworach czy pałacach nie urządzono tuczami, chlewni albo koszar dla radzieckiego wojska, to swoje dokonał czas i zwykli ludzie, którzy z zamków i pałaców czerpali matenał do budowy swoich domów. Tak było choćby w przypadku zamku w Bobolicach.

Pamiętam, jak któregoś dnia pod zamek podjechała furmanka wyładowana kamieniami. Mężczyzna opowiedział nam historię swojego ojca. któremu sowieckie wojska w czasie drugiej wojny światowej spaliły dom. Odbudował go z kamieni, z ruin zamku. Na jednym wyrył nawet datę 1944 rok. Teraz, widząc, że przywracamy zamkowi jego dawną świetność, jego syn przyjechał oddać te kamienie - opowiada senator Jarosław Lasocki, właściciel zamku w Bobolicach.

Po co to panu?

Jarosław Lasecki właścicielem zamku w Bobolicach został w 1999 roku. W udzielonych wywiadach już wielokrotnie opowiadał historię, jak to namówiony przez ówczesnego konserwatora zabytków z Częstochowy, wspólnie z bratem, postanowił odkupić ruiny zamku od miejscowego rolnika. Miałem ogromne szczęście w życiu, że udało mi się zarobić trochę pieniędzy. Czułem się zamożnym człowiekiem. Byłem pierwszym Polakiem, który został zatrudniony w jednej z największych firm konsultingowych na świecie - Boston Consulting Group, i byłem z tego dumny - mówił w wywiadzie dla "Dużego Formatu" Jarosław Lasecki. Chciałem zrobić coś dla tego regionu, z którego pochodzę, gdzie się wychowałem i gdzie teraz znowu mieszkam - dodaje senator

Zamek w Bobolicach postawił około połowy XIV wieku Kazimierz Wielki. Po­ważnie zniszczyli go Szwedzi podczas potopu. Od tego czasu zamek, który leży na Szlaku Orlich Gniazd, popadał w ruinę. Swoje dokładali też turyści, którzy przyjeżdżali zwiedzai ruiny i na pamiątkę zabierali kawałki kamieni. La-seccy postanowili uratować zabytek.

- Na początku zdziwienie, bo miejscowy konserwator pytał: .Po co wam to?" wspomina Jarosław Lasecki.
- Do dziś tego nie rozumiem, jak w ogóle można tak mówić. Ale wśród części konserwatorów zabytków panuje przekonanie, że tzw. trwała ruina jest dobrem najwyższym, że nie należy nic z tym robić. To pogląd zakorzeniony głęboko w czasach Polski Ludowej. Zupełnie obce jest mi takie myślenie. W ten sposób stawiamy pomniki hołdu najeźdźcom, którzy nasze zamki w taką ruinę obrócili. Dumny naród Odbudowuje swoje zabytki. Tak robią Niemcy, Francuzi, Austriacy, dlaczego nie my, Polacy? - tłumaczy senator.

Właśnie od tego zdziwienia rodzina Laseckich zaczęła trzynastoletni bój z urzędniczą indolencją i biurokracją. Celem było przywrócenie blasku Bobolicom i uratowanie królewskiego zamku.

Bracia niczego nie robili na własną rękę. Poprosili o konsultację największe autorytety w swoich dziedzinach
archeologów, architektów, inżynierów, konserwatorów (dr. Waldemara Niewaldę, dr. Sławomira Dryję, prof. Janusza Bogdanowskiego, prof. Stanisława Karczmarczyka, by wymienić kilku przyp red.). Nawet cieśle, kamieniarze i murarze, którzy brali udział w pracach w Bobolicach, fachu uczyli się z pokolenia na pokolenie. Wszystko po to. żeby jak najbardziej wiernie odtworzyć wygląd oryginalnego zamku.

Do tego walczyli z konserwatorskimi absurdami. Problemem był kąt nachylenia dachu i materiały, z których miał on powstać. Problemem był gatunek drewna na drzwi. Po jednej stronie Laseccy i ich specjaliści, najczęściej z tytułami profesorskimi. Po drugiej - urzędnicy konserwatorskiego urzędu z żądaniem użycia przy budowie zaprawy zgodnej ze średniowieczną recepturą. Pestka? Niekoniecznie, bo do dziś dokładnie nie wiadomo, czego ówcześni budowniczowie dodawali do zaprawy. Piwa, jaj, kurzych białek, krwi dziewic?

Laseccy się nie poddali. Uratowali zamek, otworzyli w nim muzeum, organizują lekcje dla młodzieży, koncerty na dziedzińcu. W ubiegłym roku Bobolice odwiedziło 150 tys. turystów, sąsiedni zamek w Mirowie, który (od pokoleń w części, a od 2004 roku w całości) również należy do rodziny - ponad 200 tys. osób.

- Rewitalizacja zabytków na świecie jest faktem. My byliśmy pierwsi w Polsce z królewskim Zamkiem Bobolice, przetarliśmy szlak, a inni poszli naszym śladem, zabytki podnoszą się z ruin. Co z tego. że w dawnych zamkach działają dziś hotele? Gdyby ich tam nie było, nie byłoby już zabytków, tylko ruiny. A cytując klasyka: "Nie ma trwałych ruin. Są tylko postępujące ruiny" - mówi nam senator.

W Polsce ostrożne szacunki mówią, że mamy około 450 zamków, strażnic i grodów. Ogromna ich część stanowi tzw. trwałą ruinę. Tyle że przecież "nie ma trwałych ruin, są tylko postępujące ruiny"...

Żródło: ANGORA nr 30 (28 VII 2013)